Radosne dziewczynki
I nie do końca normalni chłopcy:
Jak na pierwsze grupowe zdjęcia jest całkiem nieźle.
Restauracja była pod kilkoma względami mało fajna, ale już nie będę się nad tym rozpisywać. Grunt, że super spędziliśmy razem czas. :)
W sobotę regenerowałam siły po imprezie, a w niedzielę spotkałam się z Hee Won, Koreanką (tą pośrodku) i pojechałyśmy do Parku Inokashira na spacer. Jednak zieleń to jest to! I okazało się, że w parku jest też ZOO, więc tam też poszłyśmy. W sumie nie było jakoś strasznie dużo zwierzaków, ale i tak super, że miałyśmy trochę kontaktu z naturą. Największymi słodziakami były świnki morskie. Można sobie je było brać na kolana nawet.
Poza świnkami były też czad wiewiórki, ale biegały tak szybko, że nie dało się porządnie zrobić im zdjęć. Później coś zjadłyśmy i poszłyśmy pokręcić się po sklepach. Japońskie ubrania są przesłodkie. A jest sporo przecen, więc nie wiem czy sobie czegoś nie kupię w końcu. A dzisiaj zakupiłam po raz pierwszy mangę od kiedy tu przyjechałam. Sama się zdziwiłam, bo myślałam, że mangi będę kupować od razu po przyjeździe, ale jakoś o tym zapomniałam. W każdym bądź razie kupiłam mangę pt Bagabondo (czyli zapewne Vagabond :P ), którą polecał na wykładzie z historii pan Nagai. Dopiero co zaczęłam, ale już widzę, że mi się spodoba. Szkoda tylko, że ma jak do tej pory 33 tomy i się jeszcze nie skończyła. Raczej sobie całości nie kupię.
To na tyle jeśli chodzi o telegraficzny skrót z weekendu. W poniedziałek przed zajęciami umówiłam się z Toshiko. To będzie pewnie nasze ostatnie spotkanie niestety, bo Toshiko zaraz zaczyna podróżować po Japonii, a potem wraca do Niemiec…
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz