W końcu stało się! Wyruszyłam w moją wymarzoną podróż do Japonii. Na lotnisku pożegnałam się z najbliższą rodziną i przyjaciółmi i ruszyłam razem z moją koleżanką z japońskiego – Karoliną – w drogę.
A tutaj mój paszport i bilety, żeby nie było, że próbuję lecieć na gapę. :P
Będę za Wami wszystkimi ogromnie tęsknić, ale jakoś sobie damy radę przed te trzy miesiące. Podejrzewam, że czas zleci w tempie ekspresowym i jak się znowu zobaczymy kompletnie nie będę czuła, że nie było mnie aż przez trzy miesiące. I opiekujcie się Bartkiem! ;)
Teraz siedzimy na lotnisku w Monachium i piszę tego posta w Wordzie nie mogąc go zuploadować, gdyż nasi szczodrzy niemieccy bracia życzą sobie 8 euro za godzinę w hot spocie. Więc niestety pierwszy post na tym blogu pojawi się z kilkunastogodzinnym opóźnieniem. Nie jest to najlepszy początek, ale obiecują poprawę jak tylko dotrę do Tokio.
Kurczę, coś mi się inaczej wyświetla ten post niż w wersji roboczej. :/ No ale się domyślicie które zdjęcia są do których opisów. ;)
OdpowiedzUsuńCzaaad! ;) Te blogi to jednak skomplikowana sprawa. xP Powodzenia Kochanie w szybkim dotarciu do mamy-san! :* Pierwsza ośmiornica pewnie już czeka... ^^"
OdpowiedzUsuńBuziaki Marta!!!
OdpowiedzUsuńZazdroszczę Ci. Mam tylko nadzieję, że nie wrócisz ze skośnymi oczami ;)
ale czad z tym japońskim blogowaniem!
OdpowiedzUsuńtrzymaj się mocno!