Dzisiejsze zajęcia bardzo pozytywnie mnie zaskoczyły. Najpierw były znaki – Nishimura-sensei wziął sobie do serca nasze narzekania na za niski poziom grupy i stwierdził, że w książce jest za mało słownictwa i sam przygotowuje teraz trzy razy więcej słów, w dużej mierze pokrywających się z materiałem z podręcznika z wyższego poziomu (tego który sobie kupiłam). Dlatego dzisiaj już się kompletnie nie nudziłam i miałam okazję poznać sporo nowych złożeń. Oby tak dalej. Ale największym przebojem było wtargnięcie jednej koleżanki z mojej grupy w połowie kolejnych zajęć. Dwudziestoośmioletnia Tajwanka wchodzi do sali i gada do siebie „źle się czuję, źle się czuję, źle się czuję”. No to oczywiście pada pytanie: a co się stało? I dziewczyna zaczyna monolog na kilka minut zaczynający się od zdania: Japończycy to najgorsi faceci na świecie. xD Okazuje się, że Hori, bo tak ma na imię owa dziewczyna, chodzi od jakiegoś czasu z Japończykiem i się ostatnio zaczęli jakoś bardzo kłócić. Dzisiaj też się najwidoczniej pożarli. Od razu zaczęła opowiadać jakieś historie o jakichś koleżankach, kolegach, jakimś zapraszaniu się gdzieś i nie wiem czym tam jeszcze, bo gadała z prędkością torpedy. Aż wszystkim szczęki opadły, że potrafi tak dobrze mówić. Ale jej sposób dobierania słów jest rozbrajający. Niestety nie jestem w stanie przetłumaczyć tego na polski tak żeby nadal było to równie śmieszne, więc musicie mi wierzyć na słowo. Ogólnie dzięki temu jej wybuchowi całe zajęcia były jakieś żywsze niż zwykle. Mam nadzieję, że taka atmosfera będzie też jutro, bo od razu inaczej się pracuje, kiedy ludzie dookoła Ciebie nie śpią nad książkami od razu bardziej chce się uczyć.
A na obiad były korokke, do tej pory byłam przekonana, że to nasze polskie krokiety, ale troszkę się pomyliłam. Wierzch owszem jest taki sam – chrupiąca skórka, jednak wewnątrz nie ma naleśnika z nadzieniem, tylko jest puree ziemniaczane. I krokiety te są bardziej okrągłe niż podłużne. A do tego była prawdziwa najnormalniejsza w świecie bułka paryska! Myślałam, że nie mają tu takich rarytasów, a jednak!
Upał w Tokio coraz bardziej daje mi się we znaki. Brak zieleni coraz bardziej mi przeszkadza. Chyba znowu na weekend trzeba będzie się gdzieś wybrać. Jeszcze nie w wyczaiłam czy się szykują jakieś pokazy ogni sztucznych, więc muszę zbadać sprawę. A tym czasem kładę się spać…
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz