Mam nadzieję, że też je widzicie.
Z innych atrakcji była jeszcze Statua Wolności i budynek Fuji TV, który wygląda o tak:
Tak się złożyło, że dzisiaj był tam jakiś event i był tłum ludzi, ale wstęp był płatny, więc sobie podarowałyśmy wejście do środka. Może jeszcze kiedyś będzie okazja… Następnie trafiłyśmy do sklepu/kawiarni dla ludzi chorych na punkcie kotów. Można tam kupić dosłownie wszystko w kotki – zeszyty, długopisy, ubrania, naczynia, figurki, naklejki, jakieś ramki i stojaki – jednym słowem same bezużyteczne bzdety, których ja w życiu nie kupię. To były produkty dla ludzi, ale oczywiście jest też dział z produktami dla kotów – zabawki, ubranka (w tym czapki), obróżki, miski, jakaś elektroniczna kuweta i Bóg jeden wie co jeszcze. Jak dla mnie zboczenie. :P
Po tym ciężkim dla mnie przeżyciu postanowiłyśmy się przejść Rainbow Bridge (ten za mną).
Szłyśmy pod wiatr, więc nie było lekko, musiałam cały czas trzymać kapelusz w garści i trochę ciężko robiło się zdjęcia, ale trudno się mówi. Po moście chciałyśmy pójść do jakiegoś znanego japońskiego ogrodu, ale ponieważ była 16:30 to już nie udało się nam wejść. Nie rozumiem opcji z zamykaniem atrakcji turystycznych o godzinie 17. Po porażce z ogrodem chciałyśmy przejść się na piechotę do Shinbashi, żeby stamtąd pojechać do parku Ueno na matsuri. Tylko jakoś tak nam wyszło przypadkiem, że znalazłyśmy się w Ginzie, czyli dzielnicy z najdroższym pasażem handlowym w mieście. Są tam wszystkie markowe sklepy, które w Warszawie będą się pojawiać jeszcze przez najbliższe 5-10 lat. Z fasad najbardziej przypadł mi di do gustu Swarovski.
Następnie udałyśmy się do Ueno na matsuri. Kiedy byłam tam tydzień temu i zachwycałam się zespołem z Okinawy do amfiteatru wejść mógł każdy. Tym razem były bilety. Nie wiem czemu w tym kraju ciągle trzeba za wszystko płacić. Żałuję, że na wizie turystycznej nie można pracować, bo oszczędzanie mnie dobija znacznie bardziej niż w Warszawie. Jest tyle miejsc, w które chciałabym pójść i tyle rzeczy, które chciałabym kupić, że musiałabym wygrać w totka, żeby zrealizować wszystkie plany tutaj. Ale wróćmy do matsuri. Szczerze mówiąc to się troszkę zawiodłam. Było tylko kilka budek z jedzeniem, za to sporo sklepików z tandetą i te bilety do amfiteatru. Ludzie też nie było zbyt dużo. Dziwne jak na to miasto. Zjadłyśmy świeżą yakisobę, szybko się stamtąd zwinęłyśmy i poszłyśmy zwiedzić bazar Ameyoko. Tam za to bardzo mi się podobało. W przewodniku piszą, że jest to pozostałość po czarnym rynku, kwitnącym tam po Drugiej Wojnie Światowej. Teraz można tam kupić głównie ubrania i jedzenie. No i tyle w sumie zwiedziłyśmy dzisiaj. Jutro kolej na Yokohamę. :)
ooo żyrafki how sweet : D wiedziałam że je znajdziesz ^^
OdpowiedzUsuńCoraz częściej pojawiają się słowa "zboczenie", "nienormalni", itp. ;) Mam nadzieję, że tak nie zostanie do końca. o.0 :*
OdpowiedzUsuńSerio?? Nie zauważyłam. :P
OdpowiedzUsuńDzisiaj mam dzień mega pozytywnej energii, więc w ogóle nie przypominam sobie, żebym pisała o jakichś zboczeniach i nienormalności. :P