piątek, 23 lipca 2010

Historyczny wykład

Jako że mam już wolny dostęp do Internetu w domu zaprzestaję zwyczaju nazywania postów datami i przechodzę do bardziej freestylowych nazw! :)

Historyczny wykład miał miejsce dzisiaj o 17:15 w mojej szkole. A czemu był historyczny? Gdyż był to najciekawszy wykład o historii w moim życiu. Gdybym trafiła na takiego nauczyciela historii jak Nagai-sensei w szkole to pewnie bym nie studiowała zarządzania tylko historię. Tematyka wykładu była taka jak się spodziewałam - Sengoku Jidai, czyli w zaokrągleniu lata 1500-1700 w Japonii. Tłumacząc na polski - Era Wojny.
Ogólnie w tym czasie Japończycy urządzili sobie hitogoroshi party, czyli imprezę morderców. W takim właśnie klimacie był prowadzony wykład przez pana Nagaia. Mówię Wam, w życiu tak się nie uśmiałam słuchając naprawdę poważnych historii. Mam wręcz trochę wyrzuty sumienia, że śmiałam się z ludzkiej tragedii, jaką jest wojna, ale nic nie mogę na to poradzić. W każdym bądź razie wiem, że na następny wykład 20.08 stawiam się na 100%. Całe szczęście, że Toshiko mnie namówiła, żeby iść dzisiaj. W sumie poszłam tam tylko po to, żeby sprawdzić czy z moim japońskim poradzę sobie w zrozumieniu 90-minutowego wykładu o historii. Nie miałam żadnych problemów. A pana Nagaia od dzisiaj ubóstwiam. To jest ten sam przemiły pan, z którym rozmawiałam w sprawie zmiany grupy ze znaków. A wciągnęłam się w historię maksymalnie. Co chwila pojawiały się nowe zdjęcia i obłędne wręcz rysunki. Nie wiem gdzie on się nauczył tak wykładać, ale chętnie wysłałabym tam wszystkich profesorów i doktorów Wydziału Zarządzania UW. Ani przez minutę się nie nudziłam. Aż żałuję, że nie ma takich zajęć co tydzień. Tato, pewnie się cieszysz, że zaczęłam się interesować historią. ;)

A przed wykładem byłam kompletnie wykończona po moich zwykłych zajęciach. Piątki to dzień sakubunu (wypracowania), który jest strasznie wykańczający. Siedzi się 1,5h i pisze jakieś głupoty. Na serio wolałabym, żeby to była praca domowa zamiast pisania w sali. Po sakubunie Nishimura-sensei przeszedł samego siebie, tłumacząc nam jedną konstrukcję gramatyczną przez prawie dwie godziny. Nie wiem jak on to zrobił, ale coś co każdy zrozumiał w 5 minut rozkładał na czynniki pierwsze przez tyle czasu, że już myślałyśmy z Toshiko, że zaraz padniemy. Po zajęciach mówiłyśmy sobie: o Boże, po co my się zapisałyśmy na ten wykład z historii?! Przecież już umieramy. Ale chwała Bogu, że się zapisałyśmy. Obym miała szansę pójść na więcej wykładów w tym stylu kiedy tu jestem. I na wykładzie nawet był jeden kolega z mojej grupy! Więc w końcu w poniedziałek będę miała powód, żeby do niego zagadać. :D

A dzisiaj stwierdziłyśmy z jedną koleżanką, że dłużej tak być nie może i zarządziłyśmy, że w przyszły piątek idziemy po zajęciach całą grupą na nomikai, czyli się alkoholizować. Dziewczyny przyjdą na pewno, tylko pytanie co z chłopakami. Mam nadzieję, że się ogarną i raczą nas zaszczycić swoją obecnością. Prawdopodobnie jak się napiją zaczną się w końcu odzywać z własnej woli. Już się nie mogę tego doczekać.

A w domu obejrzeliśmy sobie Tonari no Totoro. Przypomniał mi się festiwal anime, na którym poszliśmy sporą ekipą na ten film. Ależ to były czasy... Aż się chce zaśpiewać: totoro totoro totoro totoro.


Jak widzicie dzisiejszy dzień był męczący, ale niezwykle wręcz radosny i pełen wrażeń. Zakładam, że moje życie w Tokio będzie już płynąć takim torem aż do mojego powrotu do Polski. Wiem, że jestem trochę naiwna, ale co tam. ;)

3 komentarze:

  1. totoro :)

    http://www.youtube.com/watch?v=jpHaKqZ52G8

    OdpowiedzUsuń
  2. No tak, ja tu się rozpisuję o najciekawszym wykładzie z historii, a Wy mi Totoro komentujecie. :PP

    A z Totoro teraz wolę tę piosenkę: http://www.youtube.com/watch?v=W6oX1NF60YU

    OdpowiedzUsuń