poniedziałek, 5 lipca 2010

Moja pierwsza niedziela dobiega powoli końca. Co prawda jest dopiero siódma wieczorem, ale za oknem jest już ciemno. Trochę żal, że dzień się tak szybko kończy, ale nic na to nie poradzę. I tak o tej porze mam obiad i muszę być w domu.
Dzisiaj wybrałam się do polskiej ambasady, aby wziąć udział w wyborach. Niestety nie udało mi się umówić z Karoliną, ponieważ mój dostęp do Internetu jest wciąż mocno ograniczony. Do ambasady poszłam razem z mamą, więc udało nam się dotrzeć bez większych problemów. Po głosowaniu postanowiłam, że wybiorę się na spacer po okolicy. Najpierw przesiedziałam z godzinę w parku przy stacji Ebisu, bo jakimś cudem udało mi się połączyć z siecią za darmo. Sami rozumiecie, że musiałam wykorzystać taką okazję. Jednak nie potrafię żyć bez Internetu. :((
Z Ebisu pojechałam do Shibui. Shibuya to jedna z najbardziej lanserskich dzielnic Tokio. To to miejsce, które zawsze się pojawia w filmach, których akcja dzieje się w Japonii. ;) Ogromne telewizory, billboardy i niewyobrażalna liczba ludzi. W tym sporo białych.



Nawet jakbym miała jakąś wybraną trasę pewnie nie udałoby mi się po niej iść z powodu tego tłumu. Ale ja postanowiłam iść na żywioł, mając nadzieję, że uda mi się dojść do Parku Yoyogi na azymut. W trakcie spaceru podszedł do mnie jakiś chłopak i spytał się czy razem się nie przejdziemy. Ale się przeraziłam! Na szczęście nie był to żaden zboczeniec, tylko normalny gość. O dziwo miał spore pojęcie o Europie. Znał nawet Dudka. W odróżnieniu od mojej host family. :P Poszliśmy więc do Parku Yoyogi – taki trochę nasz Powsin, ludzie grają w piłkę, trochę muzykują i ogólnie wypoczywają. Niestety pogoda była średnia, później nawet trochę pokropiło, więc zdjęcia nie są zbyt zachwycające. Tak to wygląda:



Potem poszliśmy zobaczyć sławny (podobno) chram Meiji Jinguu. O Tyle o ile w Shibui nie dało się zobaczyć metra kwadratowego bez ludzi na nim, o tyle w okolicy chramu było puściuteńko. Plątało się kilku turystów (nawet udało mi się usłyszeć język polski), ale Japończyków widziałam może ze dwóch. Tak jak czytałam, wśród Japończyków religia nie jest zbyt popularna. Spacerujący ze mną Seishiro też nie wszedł do środka, bo mówi, że ateistą.

Kiedy wracaliśmy z chramu zaczęło trochę padać. Cudowna odmiana, bo zaduch panujący w mieście jest przerażający. Nie dziwię się, że każdy ma w domu klimatyzację, skoro po otwarciu okna zamiast się przewietrzyć robi się jeszcze duszniej. Do domu wracałam z dworca Harajuku, ale nie miałam już czasu, żeby przejść się po okolicy i pooglądać sławne na całym świecie Harajuku Girls. Czuje, że to będzie dość ciężkie przeżycie, bo jak dla mnie to już Shibuya jest nienormalna.

***

Piszę teraz już po obiedzie. Uwaga, uwaga dla osób, które wiedzą co nieco o kuchni japońskiej – jadłam dzisiaj ootoro! Dla osób mniej zorientowanych, to jest najdroższy i najlepszej jakości rodzaj tuńczyka. Rodzaj to nie jest zbyt odpowiednie słowo, bo chodzi tu o część tuńczyka z której jest to mięso, a nie o jakiś konkretny gatunek. Tak mi się przynajmniej wydaje. Nie mam sieci, więc nie mogę tego sprawdzić. Grr, naprawdę bez Internetu jestem czasami kompletnie bezradna. A wracając do obiadu, było jeszcze kilka innych rzeczy, których nazw niestety nie jestem w stanie spamiętać. Chyba muszę nauczyć się angielskich nazw ryb, bo tata cały czas używa japońsko-angielskiego słownika elektronicznego, żeby mi wytłumaczyć co jem. Ale mi to nic nie daje niestety. :P
Jest teraz 21:22 a ja padam z nóg. Aż się boję pomyśleć co będzie kiedy zaczną mi się zajęcia. Może to wciąż jet-lag? Sama nie wiem… Napisałabym Wam „trzymajcie kciuki za mój jutrzejszy test poziomujący”, ale oczywiście nie ma to sensu, bo Internetu wciąż brak. Muszę koniecznie coś z tym zrobić. Teraz kończę, bo jutro chcę wyjść z domu o 8 rano, żeby się nie spóźnić na mój Orientation Day. Zakładam, że podróż zajmie mi dwa razy więcej czasu niż normalnie, bo po raz pierwszy zderzę się ze zjawiskiem godzin szczytu w Tokio. Trochę się boję czy w ogóle uda mi się wsiąść do pociągu i potem z niego wysiąść, ale będę walczyć jak lwica.;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz