Uwaga, uwaga! Dzisiaj mija mój pierwszy tydzień w Tokio. Przeżyłam. W sumie myślałam, że będzie gorzej. Największe pozytywne zaskoczenie to chyba koleżanki w mojej szkole. Serio, nie spodziewałam się, że tak szybko będę się tutaj z kimś spotykać po zajęciach, a tu taka miła niespodzianka, że praktycznie codziennie widzimy się przed zajęciami lub po nich. A jutro się umówiłyśmy w piątkę na zwiedzanie dzielnicy Asakusa. To podobno taki tokijski odpowiednik naszej starówki. Może być ciekawie.
Za dwie godziny idę na karaoke. Teraz mam chwilkę czasu, więc zgodnie z requestem przybliżę teraz nieco sylwetki mojej tutejszej rodziny:
1.Yoshiko-san, która na tym blogu występuje pod nickiem Mama-san. :) 55-letnia bardzo sympatyczna pani. Chciałoby się napisać gospodyni domowa, ale Yoshiko-san pracuje na pół etatu. Japońskie pół etatu poważnie się różni się nieco od naszego. Yoshiko-san pracuje po 6-7h dziennie, cztery dni w tygodniu. Ja bym to nazwała 3/4 etatu raczej. A pracuje na poczcie. Poza tym na jej głowie są wszystkie obowiązki domowe: pranie, sprzątanie, gotowanie, zakupy… Jeszcze nie widziałam, żeby ktokolwiek po za nią zbliżył się na 5 cm do zlewu. Trochę mi jej żal. Szczególnie, że ja jestem już piątą studentką mieszkającą u nich w domu i Yoshiko-san dobrze wie, że Japonki mają o wiele gorzej niż ludzie z Zachodu.
2.Yukio-san, czyli tutaj Tata-san. Przezabawny człowiek. Opowiada takie historie, że padamy ze śmiechu. Ma własny warsztat stolarski, który prowadzi ze swoim bratem. Tak mi się przynajmniej wydaje. Ma 60 lat i strasznie narzeka na bóle w krzyżu. Uważa, że leki to zło i chodzi codziennie na akupunkturę. Podobno działa świetnie. Jakby tak było to nie musiałby na nią chodzić tyle czasu. :P Bardzo dużo opowiada o japońskim jedzeniu i zawsze się strasznie cieszy kiedy czegoś nie znam. I wciąż czeka na dzień, kiedy trafi się jakaś potrawa, której nie będę mogła zjeść. Póki co jem wszystko. Oni ogólnie mogliby cały dzień gadać o jedzeniu i niczym innym.
3.Tomo-chan i Mai-chan, czyli dwie córki Tomoko i Maiko. Są mniej więcej w moim wieku. Jedna pracuje w żłobku a druga w przedszkolu. Japońskie przedszkolaki potrafią pisać. Ciekawe jak jest z naszymi. Ostatnio jak byliśmy z Bartkiem w muzeum Chopina i zobaczyliśmy jego pierwszą laurkę dla taty to opadły nam szczęki. Żeby sześciolatek potrafił tak pięknie kaligrafować?! Nasze społeczeństwo się cofa w rozwoju chyba. Z dziewczynami w zasadzie prawie się nie widuję, bo rano wychodzą do pracy i wracają dopiero wieczorem, ale powoli nawiązuję z nimi jakiś kontakt.
Jak widzicie to taka typowa japońska rodzina. Cieszę się, że do takiej udało mi się trafić. Gdyby jeszcze był Internet i nie było godziny policyjnej to byłabym w japońskim niebie. No i oczywiście gdybyście Wy mogli tu być ze mną, Kochani!
cóż... może to dlatego, że oni mają więcej do nauczenia się jeśli chodzi o pisanie... Więc zaczynają wcześniej? xP
OdpowiedzUsuńU nas pisać to się chyba zaczyna w zerówce O.o I to tak... bardziej poznając litery, drukowane xP
moj brataniec ma 6 i już coś tam pisze bazgra bo bazgra ale pisze xD
OdpowiedzUsuńw ogole nie wchodizł tutaj ze dwa dni a tu nagle tyle postów! musze nadrobić i napisać w końcu maila! xD
to już tydzień czas szybko leci, baw się dobrze i zdawaj relacje : D obyś znalałza ten internet soon
miss ya :*
Ok, czekam na maila. :)
OdpowiedzUsuńByl nalot na internet u Karoliny, wiec stad taka ilosc postow.