Potem udałyśmy się do parku Yamashita, znajdującego się nad morzem na pokaz sztucznych ogni. Poznałam tam moje dwie nowe miłości: hanabi taikai, czyli właśnie pokaz sztucznych ogni, oraz chu-hai, czyli gazowany napój alkoholowy (tylko 6%) w różnych owocowych smakach. Ja piłam cytrynowy, ale są też na pewno grapefruit i brzoskwinia i kto wie co jeszcze. Na zdjęciu poniżej ja i chu-hai :)
A teraz trochę więcej o hanabi taikai. Ogólnie to jest taki duży piknik. Ludzie przychodzą z kacykami/matami, przynoszą jedzenie i napoje, część ubiera się w yukaty, czyli letnie kimona, jest scena z jakąś muzyką na żywo, budki z przekąskami na ciepło i piwem, ogólnie cudowna atmosfera. Ja się czuję w takich miejscach jak ryba w wodzie, więc już postanowiłam, ze jak tylko będę mogła to będę chodziła na każdy możliwy hanabi taikai w Tokio, jaki będzie, a ma być ich trochę, bo sezon dopiero się zaczyna. Już się nie mogę doczekać kolejnego wyjścia. :) Szkoda tylko, że w Polsce coś takiego jest kompletnie niemożliwe do realizacji. Gdyby u nas można było pić w miejscach publicznych i na takich dużych zgromadzeniach otwartych, to pewnie strach by było tam się w ogóle pojawiać. A wygląda to mniej więcej tak:
Jak widać na załączonym obrazku, siedzi człowiek na człowieku, ale nikomu to zupełnie nie przeszkadza. Jest sporo rodzin z małymi dziećmi, ale chyba najwięcej jest par randkujących.
Posiedziałyśmy z dziewczynami, pogadałyśmy, napiłyśmy się chu-haia i piwa, a potem zaczął się pokaz właściwy. Trwał mniej więcej 20 minut i przy każdym ładniejszym wybuchu rozlegały się gromkie brawa na terenie całego parku. Obłęd. Oczywiście odruchowo wczuwasz się w atmosferę i zaczynasz wołać tak jak wszyscy: łooo, ale piękne, suuuper, itd. itp. Jak wiecie nie jestem specjalistą od robienia zdjęć, więc wrzucę to co jest najbardziej znośne, ale oczywiście w żaden sposób nie oddaje to wrażenia jakie robią prawdziwe fajerwerki. Tam trzeba po prostu być.
Była ogromna różnorodność fajerwerków – wysokie i niskie, duże i małe, jednokolorowe i wielokolorowe, okrągłe, w kształcie serduszek, uśmiechniętych buzi i pyszczków kota. Koty zrobiły chyba największą furorę.
To drugie zdjęcie to finałowy wybuch. Toshiko mówi, że zawsze na koniec są wielkie złote fajerwerki. Mam nadzieję, że już wkrótce sama się o tym przekonam. Oszalałam kompletnie na punkcie hanabi taikai. Chyba póki co to był dla mnie najbardziej udany dzień, od kiedy tu jestem.
No nie mogę, fajerwerki w kształcie Hello Kitty. xP ^^"
OdpowiedzUsuńLasvegas Hi-tech wymiata! xD