sobota, 10 lipca 2010

Electric Town

Na orientation nie dowiedziałam się niestety niczego nowego, ale za to całkiem fajny pan jest naszym opiekunem os spraw związanych z home stay’em. Jego angielski jest wprost zabójczy. Nawet nie jestem w stanie przytoczyć to żadnego z jego tekstów. Czyli było wesoło, ale mało rzeczowo. Usłyszeliśmy kilka obłędnych zasad w stylu: nie możecie omijać zajęć, bo chcecie spędzić dzień w Shibui. Tudzież pierwszy punkt na liście zakazów: Japonia nie jest wcale takim bezpiecznym krajem za jaki go uważacie, więc musicie przestrzegać poniższych reguł, żeby nic się wam nie stało. A z poważnych rzeczy to wygląda na to, że Japończycy przykładają Wielą wagę do obecności na zajęciach. Żeby dostać certyfikat potwierdzający odbycie kursu, trzeba mieć przynajmniej 85% obecności. A obecność jest sprawdzana na każdych zajęciach, czyli trzy razy dziennie. Ale jeszcze ciekawsza jest zasada, że jeśli osoba, która wybrała home stay, będzie wyrzucona z domu jeśli jej obecność spadnie poniżej 80%. Mama-san nic o tym nie słyszała, ale pewnie i tak musiałaby się zastosować do tych przepisów, jakbym nie chodziła na zajęcia. Podobno do tej pory nie było takich surowych reguł, no ale nic na to nie poradzę. Ja i tak mam zamiar mieć 100% obecności, więc nie mam co się przejmować. ;)
Po szkole postanowiłam, że przejdę się do Akihabary, czyli tzw. Electric Town. Jest tam pełno sklepów z wszelkim możliwym sprzętem elektronicznym i drugie tyle sklepów z grami komputerowymi, figurkami postaci z anime, dziwnymi strojami dla dziwnych ludzi. Mówię tu o tak zwanych otaku, których miałam nadzieję sporo zobaczyć. Chłopcy w wielkich okularach, dziwnych czapeczkach i kolorowych bluzach. Ale coś ciężko mi było się ich doszukać. :( Może jak pójdę tam następnym razem to lepiej mi pójdzie. Jeżeli chcecie kupić jakiś telefon/TV/komputer/konsolę do gier to tutaj je z pewnością znajdziecie. Co ciekawe widziałam tutaj znacznie więcej białych ludzi niż w modnej Shibui. Ciekawe z czego to wynika…



Udało mi się znaleźć znowu darmową sieciunię i wrzucić dwa posty. Z moich nowych obserwacji na temat Tokio: ciężko jest tu znaleźć miejsce, żeby usiąść na dworze. W Akihabarze znalezienie takiego miejsca zajęło mi 30 minut. Ale za to jak już je znalazłam to tak mi się spodobało, że siedziałam, aż do czasu, kiedy wiedziałam, że muszę wrócić na obiad do domu.



Sympatycznie, nieprawdaż? (Te świecące kule zmieniają powoli kolor.)
A na obiad miałam dzisiaj mięso! Ryby brak! Za to była długo wyczekiwana ośmiornica. :P Bardzo dobra, tylko trochę trudno się ją gryzie. Był też makaron i kapusta pekińska. Poczułam się jak w domu. :) I w końcu poznałam starszą córkę. Jednak są dwie córki, a nie syn i córka. No ale trudno się mówi. :P Nie można mieć przecież wszystkiego. Całkiem nieźle mi się dzisiaj gadało z japońskimi rodzicami. Powoli się zaczynam przyzwyczajać do życia tutaj. Nawet w pociągach już nie patrzę się bez przerwy na rozkład i nie odliczam minut do mojej stacji. Za tydzień będę pewnie tak jak wszyscy spać w metrze. Moje pierwsze przerażenie wielkością tego miasta powoli znika.
Po obiedzie miałam okazję w końcu obejrzeć dramę w japońskiej telewizji. Jak wiecie jestem dramowym maniakiem, więc rozumiecie jak ważne jest to dla mnie wydarzenie. I jeszcze się tak szczęśliwie złożyło, że był to ostatni odcinek dramy z moim ukochanym aktorem – Kimurą Takuyą! Co prawda muszę przyznać, że jest to jedna ze słabszych jego dram, ale ostatni odcinek trochę zadośćuczynił dotychczasowej nudzie i przewidywalności. Co więcej, koniec mnie kompletnie zaskoczył! Skończyło się dokładnie tak jak chciałam, mimo że typowy dramowy pattern wskazywał na inne zakończenie. Ale może darujmy sobie już temat dram, bo przecież większości z Was to za bardzo nie obchodzi. :P
Jutro umówiłam się z Karoliną i mam zamiar kupić sobie japońską komórkę. Oby mi się to udało. Wtedy najprawdopodobniej będę mogła z Wami mailować.
A z organizacyjnych spraw to okazało się, że będę miała zajęcia od 13:30 do 17, czyli w Polsce od 6:30 do 10:00. Niestety problem Internetu wciąż mam nierozwiązany, ale liczę na jutrzejszy zakup komórki.

3 komentarze:

  1. Mam nadzieję, że ta ośmiornica to nie byl Poul(Paul? xP)

    OdpowiedzUsuń
  2. Paul jest tutaj wielka slawa, wiec na pewno nie osmieliliby sie go zjesc. ;)

    OdpowiedzUsuń