Kiedy w końcu udało mi się dotrzeć pod odpowiedni adres i zadzwoniłam domofonem przywitała mnie bardzo sympatyczna Mama-san. :) Oczywiście martwiła się czy oda mi się samej dotrzeć, ale jak widać nie było to aż takie trudne. Trochę pogadałyśmy o podróży, a potem wzięłam prysznic, rozpakowałam się i się trochę zdrzemnęłam. Byłam kompletnie wykończona podróżą, ale udało mi się bez większych problemów obudzić po dwóch godzinach, żeby zjeść wspólnie obiad/kolację z mamą i tatą. Godziny posiłków mają podobne jak u nas. Teraz jest 13 i jedzą lunch. Ja nie jam, bo obudziłam się po 10 i dopiero co zjadłam śniadanie. Japońskie pieczywo tostowe jest okropne na zimno. A z ciekawostek to mają tutaj żółty ser w kawałku, ale tylko pozornie, bo tak naprawdę jest już zawczasu pokrojony. Całe szczęście, bo nie mogłam nigdzie w kuchni znaleźć ostrego noża.
Na obiedzie poznałam tatę. Bardzo zabawny człowiek. Taki dość książkowy 60-cioletni ojciec rodziny. Jedna rzecz, która go odróżnia od zwykłych Japończyków to jego abstynencja. Twierdzi, że upija się jednym łykiem wina. Więc niestety moja nalewka nie okazała się najlepiej trafionym prezentem. :P Ale za to mamie bardzo smakuje! Tata też spróbował dodać do niej wody mineralnej i wtedy mówił, że jest pyszna, ale że już się ją upił. A nie wypił jej więcej niż 10ml. Niesamowite. Jeszcze się okazało, że jestem pierwszą studentką, która pije alkohol, bo do tej pory mieszkało już u nich z pięć dziewczyn, ale żadna z nich nie piła. I wszystkie były jedynaczkami. Cóż za zbieg okoliczności.
Po obiedzie sobie pogadaliśmy o różnych rzeczach. Tematem przewodnim było narzekanie na fakt, że Japończycy nie potrafią mówić po japońsku. Obydwoje też nie potrafią, ale sobie to tłumaczą tym, że są przecież Japończykami. :P Tata ma postanowienie, żeby uczyć się codziennie jednego słowa. Wczorajszym słowem było „envy”. Ciekawe co sobie przygotował na dzisiaj.
Poza tym okazuje się, że Polska i Japonia mają naprawdę mało ze sobą wspólnego. No przynajmniej jeśli chodzi o sławnych ludzi. Poza Chopinem nie znają praktycznie nikogo. Ale jakby się zastanowić to w Polsce jedynym sławnym Japończykiem jest Takeshi Kitano. O! Teraz sobie przypomniałam o Murakamim! Będę musiała im powiedzieć przy następnej okazji, że on jest u nas całkiem znany.
A za chwilę idziemy na wybory z mamą. Ciekawe jak wygląda nasza ambasada… Wy też pamiętajcie u swoim obywatelskim obowiązku!!
(Tego posta też wrzucę z opóźnieniem, bo nie mam sieci bezprzewodowej nadal.)
To skąd oni mieli te studentki, że nie piły? Z Arabii Saudysjkiej? ;)
OdpowiedzUsuńMam nadzieję, że przy bliższym poznaniu rodzina zyska na sympatii jeszcze bardziej. A co z dziećmi?
A mnie zaintrygowało to, ze nie mówią po japońsku O.o
OdpowiedzUsuńa Kurosawa to co kurde chińczyk? xP ja za to o Kitano nie słyszałam xP i jeszcze jest Ken Watanabe xP jest ich troche xP
OdpowiedzUsuńO losie! Po angielsku!! Po angielsku nie potrafia mowic! Chyba jednak bylam zmeczona jak pisalam tego posta...
OdpowiedzUsuńRacja, jest jeszcze Kurosawa. Kena Watanabe duzo ludzi zna z widzenia, ale prawie nikt z imienia i nazwiska.
Monika, Ty nie bylas z nami na filmie Kitano kiedys? Achilles i zolw. Albo cos w tym stylu. ;P