Moje przemyślenia ze środowego poranka: Hasebe Makoto – kapitan japońskiej reprezentacji – jest mega ciachem!! Nie wiem czemu tego do tej pory nie zauważyłam. :P I tutaj przechodzę do ważniejszej obserwacji: japońska telewizja jednak jest niesamowita. Gdyby nasza drużyna była w takiej samej sytuacji co reprezentacja Japonii to po powrocie do kraju tylko słyszałoby się kogo trzeba wywalić i kogo wymienić, żeby więcej nie dochodziło do takich porażek. A drużyna Japonii wraca i jest traktowana mniej więcej jak nasi siatkarze, kiedy zdobyli złoto. Codziennie są gośćmi w różnych programach i opowiadają historię swojego życia, czemu zaczęli grać w piłkę, przynoszą zdjęcia z dzieciństwa, opowiadają o przyjaźniach wewnątrz reprezentacji, itd. Póki co widziałam wywiady z Nakazawą, Hondą i biednym Komano. Komano ogólnie jest jeszcze cały czas załamany, ale wszyscy go pocieszają i mówią, żeby się nie przejmował. Wszyscy piłkarze są wylansowani, większość jest wygadana jak gwiazdki telewizji. Dwa światy w porównaniu z nami. Ale Hasebe – rewelacja – powalający uśmiech, miły głos, poczucie humoru, czego chcieć więcej od piłkarza? :PP I jest tylko rok starszy ode mnie! Nie cierpię kiedy sławni ludzie są w moim wieku. Czuję wtedy, że sama nic w życiu nie osiągnęłam… Ech, kiedy my się doczekamy takiej drużyny piłkarskiej?
W czasie zajęć doznałam szoku. Otóż mam w grupie jednego Koreańczyka, który już od pierwszych zajęć wydawał mi się dziwnie znajomy, ale jednocześnie wiedziałam, że nigdy wcześniej go nie widziałam. I dzisiaj nagle odkryłam o co chodzi! Ten chłopak ma głos identyczny jak Bartek Lesner!! (dla niewtajemniczonych, to mój kolega z wydziału) Nawet manierę mówienia i wyraz twarzy ma taki sam! Poza tym wygląda kompletnie inaczej. Niesamowite – koreański Bartek Lesner mi się trafił w grupie. Czyż świat nie jest mały? A i z ciekawostek to ten gościu śpi na każdych zajęciach. A siedzi w pierwszej ławce. Czad. W zasadzie to jest jedyny ciekawy chłopak w mojej grupie. Reszta jest strasznie zamulona. Dziewczyny za to wszystkie są przesympatyczne. Na jutro umówiłyśmy się przed zajęciami na matsuri, ale nie wiem dokładnie co się będzie działo. W każdym bądź razie yukaty nie zamierzam zakładać. :P
Dzisiaj mieliśmy w domu dwóch gości. Najpierw przyszła sympatyczna pani, o której już dużo słyszałam i która nosi ksywę „talking monster”. Przyniosła dango. Tak, tak, ot samo dango co hana yori dango. Dwa rodzaje: jeden z anko, a drugi z jakimś słodkawym sosem. Obydwa pyszne, ale z sosem bardziej mi smakowały. Nie pamiętam jeszcze jak się ta pani nazywa, ale faktycznie gada bez przerwy. I bardzo jej smakowała nalewka mojego taty. :) A tata-san powiedział, że bardzo dobra jest nalewka z kawy i żeby mój tata spróbował taką zrobić. Mimo, że sam nie pije alkoholu to gadać o nim potrafi bez problemów. :P A drugim gościem była jakaś tam córka koleżanki z pracy Mamy-san. Dziewczyna przyjechała na rowerze, żeby pożyczyć jakąś marynarkę, a wystrojona była jakby szła na imprezę. Miała szkła kontaktowe zmieniające kolor na brązowy i przyklejane rzęsy. Fryzura i makijaż też oczywiście perfekcyjne. Później jak poszła strasznie długo gadaliśmy o różnych głupotach. O dziwo telewizor był cały czas wyłączony. Tata-san znowu tworzył swoje teorie, na których końcu zawsze pojawia się tekst „tak mi ostatnio powiedział Pan Bóg”. xD Jak na Japończyka to całkiem często rozmawia z Bogiem.
Z tego wszystkiego zapomniałam, że dziś leci Hotaru no Hikari i zdążyłam na samą końcówkę. Porażka. Od dzisiaj będę zapisywać w kalendarzu, kiedy mam coś obejrzeć.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz